Artykuły / Referaty

powrót

Ślad ręki na murze - Agnieszka Kiernicka

Wielką tajemnicą, wielkim znakiem, którego świadkami byli bydgoszczanie we wrześniu 1939 roku był „ślad ręki na murze”. Warto, aby pamięć o tym wydarzeniu przetrwała, by jego historię znały następne pokolenia. Ślad ów pojawił się na murze Muzeum Miejskiego, sąsiadującego z kościołem pojezuickim na Starym Rynku po rozstrzeliwaniach, jakich dokonano tam na mieszkańcach Bydgoszczy 9 września 1939 roku.

W wielu ustnych i pisemnych przekazach pozostawienie śladu ręki na murze przypisywano ks. Jakubowskiemu, który z olejami świętymi miał spieszyć do rozstrzeliwanych na Starym Rynku. Po zebraniu dokładniejszych informacji wiadomo jednak, iż nie mógł być to ślad jego ręki, gdyż został o­n aresztowany poprzedniego dnia wraz z ks. Józefem Szulcem proboszczem Fary i przewieziony do koszar na Artyleryjskiej. Tam w pierwszych miesiącach wojny Niemcy przetrzymywali aresztowanych bydgoszczan..

9 września Ks. Jakubowski przybył na Stary Rynek wraz z aresztantami z koszar, którzy mieli być świadkami egzekucji. Wiadomo, iż na Starym Rynku bito go, a następnie został przewieziony do siedziby Gestapo na Bielawkach na ul. Poniatowskiego, gdzie znęcano się nad nim , a następnie zastrzelono po południu 9 września.

9 września w południe wraz z innymi aresztowanymi zostali zabici na Starym Rynku ks. Stanisław Wiorek i ks. Piotr Szarek misjonarze Wincentego a Paulo. Ks. Szarek pracował w tutejszej parafii, ks. Wiorek, który ukończył studia w Rzymie, do Bydgoszczy przybył kilka dni wcześniej. Obaj księża zostali aresztowani prawdopodobnie 9 września rano w obławie ulicznej lub w urzędzie meldunkowym, gdyż ks. Wiorek wyszedł tego dnia z domu, by zgodnie z zarządzeniem władz niemieckich zameldować się w stosownym urzędzie.Księża znaleźli się na rynku wraz z grupą harcerzy i gimnazjalistów. Gdy udzielali młodzieży rozgrzeszenia lub ostatniego namaszczenia, Niemcy zaczęli ich bić, a w końcu ich zastrzelili. Jeden z nich upadając na bruk, oparł się prawą ręką o mur muzeum i zostawił tam ślad swojej ręki. Świadkowie opisują, iż był to „ślad dłoni, nie pionowy, ale bardziej zwrócony palcami ku kościołowi. Wyglądało jakby ktoś umoczył dłoń w pokoście i do ściany przyłożył. Nie było żadnych zacieków: wyraźna dłoń koloru ciemnoszarego. Nawet ze środka rynku można ją było obserwować.”

Ślad na murze muzeum był faktem. Tysiące bydgoszczan go widziało. To, co robili w tym miejscu Niemcy potwierdza, iż bydgoszczanie nie mieli urojeń czy halucynacji. Otoczono to miejsce ogrodzeniem, postawiono strażnika, zabroniono zbliżać się do tego miejsca. Ludzie jednak przychodzili, oglądali ślad ręki, nie mogli jednak się dłużej zatrzymać.

Ślad ręki widniał początkowo na zewnętrznej warstwie tynku na murze muzeum. Chcąc usunąć Ślad Niemcy próbowali najpierw zamalować go farbą, potem odbili tynk, wyjęli pierwszą warstwę cegieł, a Ślad w głębi muru był nadal widoczny. W końcu Niemcy wykuli dziurę na wylot. Wreszcie pod koniec października podjęto decyzję o rozebraniu muzeum i kościoła pojezuickiego, który w owym czasie należał do niemieckich katolików. Protestował w tej sprawie proboszcz - Niemiec ks. Koluschke. Oficjalnie rozbiórkę tłumaczono planami rozbudowy ratusza. Brak jednak jakichkolwiek działań w tym kierunku sprawia, iż można stwierdzić, że przyczyną rozebrania muzeum i kościoła był ślad ręki na murze.

Bydgoszcz była miastem, w którym okrucieństwo niemieckie objawiło się już w pierwszych dniach września ze szczególnie wielką siłą. Było miastem doświadczonym przez atak niemieckich dywersantów strzelających do polskiego wojska 3 i 4 września, przez oszczerczą propagandę, która próbowała wmówić światu, iż to Polacy mordowali bez przyczyny miejscowych Niemców (fotografowano zamordowanych Polaków podpisując zdjęcia, iż są to zamordowani Volksdeutsche), wreszcie bydgoskich patriotów, młodzież, harcerzy, księży spotkały bezlitosne prześladowania ze strony miejscowych Niemców oraz specjalnej jednostki niemieckiej, która przyjechała do Bydgoszczy z Gdańska, aby rozprawić się z bydgoskimi patriotami. Wielu bydgoszczan zginęło niewinnie tylko za to, że byli Polakami. Istnieją również dowody na to, iż pod wpływem kampanii oszczerstww niemieckich obozach i więzieniach bydgoszczan traktowano ze szczególnym okrucieństwem.

Trzeba nam wierzyć, iż poprzez Ślad ręki pozostawiony na murze przez okrutnie zamęczonego, niewinnie zastrzelonego kapłana Pan Bóg chciał upewnić bitych, męczonych, fałszywie oskarżanych, rozstrzeliwanych bydgoszczan, iż jest z nimi.

Ślad na murze widziały setki, tysiące bydgoszczan. Wielu z nich złożyło stosowne świadectwa.

Na podstawie książki Wiesława Trzeciakowskiego „Ślad dłoni na murze” 

opracowała Agnieszka Kiernicka